Siedzę tak sobie przy stole
trzymając długopis w ręce,
nie mogę wiersza napisać
i tak się po prostu męczę.

I tak się męczę od grudnia
choć atmosfera mi sprzyja,
lecz wena twórcza mnie jakoś
szerokim łukiem omija.

Gdy mroźno było na dworze
i śnieżek na ziemi leżał,
myślałem, że wieczor twórczy
już będzie do mnie należał.

I otworzyłem notatnik
długopis wziąłem do ręki,
lecz wena ze mnie zadrwiła
i znowu cierpiałem męki.

Więc sobie tak pomyślałem
gdy będzie cieplej na dworze,
to może wtedy ta wena
napisać wiersz mi pomoże.

Na dworze się ociepliło
pogoda ładna już była,
lecz wena do mnie nie przyszła
na dobre mnie opuściła.

Być może w jakimś wieżowcu
znajomą swą odwiedziła,
bądź najnormalniej w świecie
w tych Żorach się pogubiła.

Czekałem na nią tygodnie
wokół mnie krążył niepokój
i pomyślałem, narazie
z wierszami dam sobie spokój.


Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone