W pobliżu Cieszyna
w małej miejscowości,
ćwierkały wróbelki
o wielkiej miłości.

Siedziały na drzewie
na dolnej gałęzi,
zaabsorbowane
w tej ptasinej więzi.

Ten większy wróbelek
swoje piórka stroszył
a ćwierkał i ćwierkał
jakby o coś prosił.

Ten mniejszy wróbelek
jakby go nie słuchał,
patrzył się przed siebie
gdzie latała mucha.

Ten pierwszy wróbelek
też ją zauważył,
schwytam ją dla ciebie
tak sobie zamarzył.

Po paru sekundach
już w dziubku ją niesie,
może mi ta muszka
dziś szczęście przyniesie.

Zatem cały hepi
bo czyn to nie lada,
drugiemu wróbelkowi
do dziubka ją wkłada.

Ten mniejszy wróbelek
połknął ją ze smakiem
i nastała cisza
niczym zasiał makiem.

Raptem zaczął ćwierkać
ten wróbelek drugi,
zapowiada nam się
dzisiaj wieczór długi...

I miłosny ćwierkot
wychodził z ich gardła,
aż tu nagle wrona
na drzewie przysiadła.

Jak nie spojrzy na dół
jak tu nie zakracze,
o miłości marzą
te małe smarkacze!

Wrobelki do góry
swe łebki uniosły,
do miejsca z którego
płynął głos podniosły.

Czy to jakaś zjawa?
czy to jakaś zmora?
ktoś tu nam przeszkadza
w miłosnych amorach.

Ach! to ta znudzona
znana czarna dama,
co od trzech sezonów
ciągle kracze sama.

Na wszystko co lata
wielce obrażona,
nie ma przy niej kruka
i nie ma gawrona.

Oba te ptaszyska
na niej się poznali,
jak na zawołanie
razem dyla dali.

Wróbelki więc wronie
za wygraną dały
i na inne drzewo
sobie odleciały.

Tam bez żadnych świadków
czuły się jak w niebie,
przecież cały wieczór
miały mieć dla siebie.


Wszelkie przwa autorskie zastrzeżone