Będąc dziś w podróży, mając trochę czasu
zwiedziłem muzeum Jana z Czarnolasu.
Jestem pod wrażeniem, nigdy tu nie byłem,
choć o Kochanowskim w szkole się uczyłem.

Te wersy na ścianie o zmarłej Urszuli,
ten obraz poety jak się do niej tuli,
jakby miał nadzieję, że jeszcze ożyje,
ileż smutku i bólu malowidło kryje.

To miejsce gdzie rosła lipa ulubiona,
ta ława kamienna co weną natchniona.
Usiadłem też na niej i powiem tak ciszej:
potrzebuję weny, bo wierszyki piszę.

Wiersze amatorskie, zwykłe, rymowane
piszę je wieczorem, a nieraz nad ranem.
Piszę je dla siebie, bądź komuś w prezencie,
bo pisanie wierszy to miłe zajęcie.

Gdybym stał przy Kochanowskim albo Mickiewiczu
pewnie by mi rzekli: „Za dużo masz kiczu
w tych swoich wierszykach żorski amatorze -
nie znalazłbyś uznania na szlacheckim dworze".

Pewnie macie rację, o wielcy poeci,
ale ja piszę co mi do głowy przyleci.
Trenów nie napiszę, ani Pana Tadeusza,
chociażby pragnęła tego moja dusza.

Nie przełożę również żadnych dzieł Homera:
po pierwsze nie znam greki, po wtóre - bariera
jaka dzieli mnie od wszelkich tłumaczy,
a są nimi również i nasi rodacy.

Ale mam niespodziankę dla was waćpanowie
i słuchajcie uważnie, co wam teraz powiem.
Są niektórzy ludzie, co poezję znają
i moje wierszyki nawet zachwalają.

Teraz, gdy na ławie kamiennej siedziałem
natchnienia twórczego od niej otrzymałem.
Może moje wiersze będą mniej banalne,
ale takie bardziej już profesjonalne.


Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone